Bartek był przez kilka lat w mojej grupie oazowej. Ma troje rodzeństwa. Jego najmłodszy brat często choruje. Ich tata zmarł 10 lat temu. Mama twierdziła, że wypruwa sobie flaki, całe dnie poświęcała dla domu i dzieci, a nadal wszystkiego brakowało. Z kasy własnej, wspólnotowej i parafialnej finansowaliśmy mu wyjazdy, załatwialiśmy paczki żywnościowe z Caritasu i innych organizacji, jak się dało, to kupowaliśmy buty albo ubrania. To było za mało. Dorastający chłopcy potrzebowali męskiego wsparcia, gdy wpadali na pomysły np. popijania czy popalania. Księża podejmowali z nimi rozmowy, często uczestniczyłam w przygotowaniu do nich albo w samych rozmowach.

To było za mało. Pani Ania z racji naszych częstych kontaktów i zacieśniających się relacji poprosiła mnie o pomoc w znalezieniu pracy. Chętnie przystąpiłam do działań w tym kierunku, bo również twierdziłam, że to nie brak kasy, a właśnie pracy był głównym problemem – ona była wciąż sfrustrowana i znerwicowana, co odbijało się na dzieciach. Brakowało jej celu, zadań do wykonania, organizacji dnia, motywacji, spotkań z ludźmi, wychodzenia z domu. Rozmawiałyśmy o etosie pracy – tym biblijnym – gdy Pan Bóg stworzył człowieka, aby kopał rów (por. Rdz 2, 4–7) , wcale nie za karę po grzechu – wtedy dodał tylko, że będziemy pracować w trudzie. Gdy ustaliłyśmy, co Pani Ania umie, jakie ma wykształcenie i doświadczenie, zrobiłyśmy zdjęcie do CV i przystąpiłyśmy do określania, co i gdzie mogłaby robić, okazało się, że tylko jedno – pracować na pół etatu w najbliższym sklepie  – wyłącznie to, wyłącznie tam i tylko w takim wymiarze godzin. Ja miałam pójść to załatwić, bo gdy ona sama rozmawiała z inną panią sprzedającą, to powiedzieli jej, że nie szukają nikogo nowego. Żadną pracą w innym sklepie czy sprzątaniem w szkole lub w przychodni pani Ania nie była zainteresowana. Zrobiłam za mało, byłam tylko z doskoku, zabrakło zaproszenia do domu, w którym wszystko dobrze funkcjonuje, gdzie problemy się pokonuje, gdzie wszyscy dają coś od siebie, gdzie się rozmawia o oczekiwaniach, gdzie się świętuje, gdzie się żyje razem, a nie obok siebie. Bo pani Ania nie była w stanie przeskoczyć siebie i nie widziała takiej potrzeby.

Rodziny wspierające

Z potrzeby chwili robiłam to, co było do zrobienia. W MOPS-ach taką pracę wykonują asystenci rodziny – to stanowisko pracy uregulowane przez ustawę  o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej, często równolegle dla zbyt wielu rodzin, przez co nie ma możliwości, żeby włożyć w to zadanie serce. W ustawie jest również funkcja rodziny wspierającej, przeszkolonej, wspieranej, aby wspierać, związanej umową wolontariatu. MOPS Rumia ma w planach rozpoczęcie takiego projektu, zadzwoniłam tam i pani Agnieszka powiedziała mi, że bardzo by chciała już z nim wystartować i myśli, żeby zaprosić do współpracy taką grupę „Domowy Kościół” – zna pani? J

Czy podejmiemy to wyzwanie? Dostajemy bezpośrednie zaproszenie do podejmowania dzieł miłosierdzia przez nasze wspólnoty. Powstają Diakonie Miłosierdzia, Diakonia Społeczna, jest wezwanie moderatora generalnego, aby nie czekać z rozeznawaniem miejsca posługi. Są wśród nas osoby z doświadczeniem w pracy w Caritas, które na pewno podzielą się swoją wiedzą – mamy wszystkie narzędzia, potrzeba jest tylko decyzja. Miłosierna.

196. Poza małym kręgiem, jaki tworzą małżonkowie ze swymi dziećmi, istnieje także wielka rodzina, której nie można pomijać. Ponieważ „miłość pomiędzy mężczyzną i kobietą w małżeństwie i, w formie pochodnej i rozszerzonej, miłość pomiędzy członkami tej samej rodziny – pomiędzy rodzicami i dziećmi, pomiędzy braćmi i siostrami, pomiędzy krewnymi i domownikami – jest ożywiana i podtrzymywana przez wewnętrzny, nieustający dynamizm, prowadzący rodzinę do coraz głębszej i mocniejszej komunii, która jest fundamentem i zasadą wspólnoty małżeńskiej i rodzinnej”. Włączają się do niej przyjaciele i zaprzyjaźnione rodziny, łącznie ze wspólnotami rodzin, które wspierają się nawzajem w swoich trudnościach oraz zaangażowaniu społecznym i w swej wierze.

197. Ta poszerzona rodzina powinna przyjąć z wielką miłością nastoletnie matki, dzieci porzucone przez rodziców, samotne kobiety, które muszą prowadzić edukację swoich dzieci, osoby niepełnosprawne, które wymagają wiele uczucia i bliskości, ludzi młodych zmagających się z jakimś uzależnieniem, osoby niezamężne, żyjące w separacji lub owdowiałe, które doświadczają samotności, osoby starsze i chore, które nie otrzymują wsparcia od swoich dzieci, aż po włączenie do swego grona „nawet najbardziej poturbowanych przez swoje wybory życiowe” . Może ona również pomóc w zrekompensowaniu słabości rodziców lub odkryciu i zgłoszeniu możliwych sytuacji przemocy lub nawet wyzysku doświadczanych przez dzieci, dając im zdrową miłość i wsparcie rodzinne, gdy ich rodzice nie mogą im tego zapewnić.

Papież Franciszek, ADHORTACJA APOSTOLSKA „AMORIS LAETITIA”